Bez kategorii

Co robią blogerki kulinarne w czasie spotkania?

Nigdy nie pomyślałam, że prowadzenie bloga przyniesie mi tak wiele korzyści.

Jaka jest ta największa? Poznawanie nowych ludzi. Z początku wirtualnie, później w realu. To zdecydowanie najbardziej fantastyczna rzecz, jaka mnie spotkała.
Ten weekend u Magdy był po prostu wspaniały. Tym razem tylko we dwie, tym razem bez ciepłych kurtek i szalików. Tym razem na dłużej.
Co robią blogerki kulinarne w czasie spotkania? Wszystko. Miliony pomysłów na minutę, nieoczekiwane zmiany planów, spontaniczne decyzje. Pyszne jedzenie? Oczywiście, że tak! A w takim towarzystwie smakuje najlepiej.
Jednak ten, kto myśli, że takie spotkania sprowadzają się jedynie do rozmów o blogu, planowaniu przepisów, gotowaniu, fotografii kulinarnej – jest w dużym błędzie. Owszem, wszystkie te rzeczy były. Ale poza nimi były też inne fantastyczne formy spędzania czasu – wspólne oglądanie filmów, rozmowy (duuużo rozmów!), spacery i wycieczka rowerowa. Było grillowanie, gra w siatkówkę, zbieranie poziomek i malin (prosto z krzaczka smakują najlepiej). Nie zabrakło śmiechu, a nawet gier planszowych. Coś jeszcze? No pewnie! Odwiedzenie krakowskiego ZOO w niedzielne południe, festiwal jedzenia z różnych stron świata na Małym Rynku. Wspólne poznawanie nowych smaków i niezdecydowanie z powodu tak ogromnego wyboru. Jednak wszystkie decyzje okazały się trafione i zadowoliły nasze kubki smakowe.
Tak jak myślałam, śniadaniowe pomysły Madzi nie zawiodły mnie w żadnym calu. Jabłkowo-miętowe serniczki z manną były przepyszne, a grzanki orkiszowe z owocami i miodem dały nam siły na podboje Krakowa. Do tego kawa z pyszną pianką… Żyć nie umierać!
Lekki obiad przed wycieczką rowerową – jak dla mnie idealny. Kwintesencja lata – warzywa polane oliwą, ze szklanką zsiadłego mleka smakują wyśmienicie.
 Po aktywnym zwiedzaniu okolicy i grze w siatkówkę przyszedł czas na grilla. A do niego koniecznie kolorowa sałatka!
                  
Niedzielny poranek przywitał nas piękną, słoneczną pogodą. Nasze plany odwiedzenia ZOO i spędzenia czasu na Festiwalu “Jedzmy na Polu” zakończyły się sukcesem!
             Kto by pomyślał, że na Małym Rynku zmieści się tyle pyszności!     

Po długich zastanowieniach zdecydowałyśmy się na przysmaki rodem z Brazylii – ja wzięłam mus z maracui, Magda – koktajl z owocami Acai i bananem. Porcje, chociaż niewielkie, okazały się strzałem w dziesiątkę. A potem czas na coś konkretniejszego – rollsy z bakłażanem, tofu i mango, a dla Magdy również chłodnik. Baaardzo dobre!
A na koniec – pyszne lody. Opłacało się stać po nie w kolejce, jagoda z cytryną całkowicie mnie kupiły (właściwie, to ja je kupiłam, ale z wzajemnością :D)
Naprawdę dawno nie bawiłam się tak dobrze. To był cudowny weekend, zdecydowanie trzeba go powtórzyć! 🙂
A już wkrótce kolejne wspólne śniadanie, na razie wirtualne… Spodziewajcie się czegoś pysznego, dwa opakowania tapioki nabyte w Galerii Krakowskiej zostaną należycie spożytkowane! 

Brak komentarzy

Skomentuj