Bez kategorii

Faworki

Chodziły za mną już od kilku tygodni. W końcu uległam, gdy mama kupiła w cukierni kilka sztuk “na spróbowanie” i zjadłam jednym ciągiem tę znikomą ilość, żałując, że nie ma już więcej… Marzył mi się cały talerz kruchych, leciutkich, oprószonych pudrem faworków. Zakasałam rękawy i spełniłam swoje marzenie 😉 Przyznaję, że to było moje pierwsze zupełnie samodzielne wykonanie. Bałam się, co z tego wyjdzie, czy będą wystarczająco kruche, czy ich nie spalę… Ale wyszły. Dobre, bardzo dobre. Zróbcie sami, nie ma na co czekać! W końcu kiedy, jak nie w karnawale?

Składniki:

4 żółtka

1/2 szkl. śmietany 18%
2 szkl. mąki pszennej
szczypta soli
1 łyżeczka cukru pudru
1 łyżeczka octu

olej do smażenia
cukier puder do posypania

Mąkę przesiać na stolnicę, zrobić dołek, dodać żółtka, śmietanę, sól, cukier i ocet. Zagnieść jednolite ciasto. Uformować kulę i uderzać w ciasto energicznie tłuczkiem do mięsa lub wałkiem, by “wybić” pęcherzyki powietrza. Mnie zajęło to ok. 5 minut, więcej nie dałam rady 😉 Po tym etapie schłodzić ciasto w lodówce przez ok. 30 minut.
Schłodzone ciasto podzielić na kilka części, każdą z nich bardzo cienko rozwałkować (najcieniej, jak się da). Radełkiem lub nożem wycinać pasy o szerokości ok. 4 cm i długości 10 cm. Po środku każdego zrobić podłużne nacięcie, przeciągając przez niego końcówkę paska. Faworki smażyć w szerokim garnku na bardzo dobrze rozgrzanym tłuszczu (zawszę odrywam kawałeczek ciasta, by sprawdzić, czy temperatura jest odpowiednia – jeśli ciasto od razu po wrzuceniu wypływa i robią się wokół niego bąbelki, oznacza to, że możemy wrzucać faworki). Smażyć po kilkanaście sekund z każdej strony, odsączyć na ręczniku papierowym i obficie posypać cukrem pudrem.
Smacznego!

Brak komentarzy

Skomentuj